Select your Top Menu from wp menus
Estonia – paleta kontrastów

Estonia – paleta kontrastów

Tallinn - Estonia
Tallinn

Szeroką paletę kontrastów na małym terenie rozłożyć może dziś przed turystami niewiele krajów. Wi-Fi w lesie, nowoczesne miasta w średniowiecznych szatach i wyborne likiery. To tylko przedsmak tego, co czeka nas w Estonii.<

Estonia jest chyba najmniej znanym w Polsce krajem bałtyckim. A szkoda. Bo pozostałe dwa „Bałtyki”, tak Litwa jak i Łotwa, ustępują jej prawie na każdym kroku. W długiej na ponad 200 i szerokiej na 300 km Estonii ma się wrażenie, że wszędzie jest blisko. Na tak małym terenie, cieszących oko i duszę bogactw architektury i przyrody jest nadzwyczaj dużo. Jak wiele? Wystarczająco, by spędzić tu więcej niż kilka wyjątkowych dni.

Przedsionek Skandynawii

Kiedy samolot obniża swój pułap nad lotniskiem w Tallinnie, pasażerowie zaczynają zastanawiać się, czy piloci nie wylądują przypadkiem w wodach pobliskiego jeziora Ulemiste. Lokalizacja portu lotniczego w odległości 500 m od jeziora jest przejawem bezmyślności? Nic z tych rzeczy. W zimie zamarznięte wody jeziora nie raz dawały ostatnią nadzieję na bezpieczne „lodowanie”. Na nasze szczęście tym razem piloci lądują na betonowych pasach startowych. Po kilku minutach wysiadamy na Lenart Mari Airport.

Już u progu lotniska nietrudno zauważyć w designie szwedzki minimalizm. Ukazujące się tu i ówdzie jasne karnacje i białe głowy są kolejnym dowodem, że wpływy skandynawskie na terenach Estonii zawsze były silne. Ale gdyby ktoś nie był przekonany, niech uda się promem na wysepkę Vormsi. Zobaczy tu białe ramy, pomalowane na czerwono domostwa porośnięte mchem, a gdzieniegdzie nadszarpnięte zębem czasu łodzie rybackie. Wówczas można odnieść wrażenie, że trafiło się do Szwecji albo przynajmniej do miejsca rodem z powieści Astrid Lindgren.

Wikingowie, Zakon Kawalerów Mieczowych, Duńczycy, Szwedzi, Niemcy, Rosjanie i Polacy. Tyle narodów w 800 letniej historii zapragnęło posiadać w swoich granicach estońskie tereny. Symbolem ich panowania są nie tylko smukłe wieżyczki, barwne kamienice czy urokliwe zajazdy i pałacyki, ale też i zamek Tompea. Dziś ma tu siedzibę parlament i rząd niepodległej od prawie 20 lat Estonii.

Tallinn – nowoczesność w średniowiecznych szatach

W średniowieczu o dziewiątej wieczorem wartownicy grali na trąbce, ogłaszając w ten sposób zamknięcie bram miast i wszystkich knajp. Dziś o tej porze, a w piątek zwłaszcza, promy z sąsiedniej stolicy przywożą rzesze Finów, żądnych weekendowej zabawy w estońskich pubach i klubach. Nie dziwne więc, że Tallinn nazywany jest niekiedy przedmieściem Helsinek. Bo tutaj taniej, bo dobrze można się zabawić, bo klimat i atmosfera jest niezwykła. I trudno się z nimi nie zgodzić, a i Polaków ceny w Estonii nie przyprawiają o zawrót głowy.

Spragnieni niekłamanych uroków estońskiej stolicy wychodzimy z hotelu wczesnym rankiem. Wąskie i wijące się wokół średniowiecznej starówki ulice szybko przenoszą nas w odległe czasy.

Kiedy zachwycamy się urokami starodawnych murów miasta i czerwonych dachów kamienic, do nozdrzy wkrada się zapach świeżego pieczywa. Ku zaskoczeniu obcokrajowców, Estończycy spożywają ogromne ilości jego ciemnej odmiany, a domowy wypiek staje się tu dziś dla nich nową modą.

Tallinn - sobór Aleksandra Newskiego
Tallinn: sobór Aleksandra Newskiego i średniowieczne zabudowania

Podążając dalej, napotykamy wznoszący się na małym pagórku okazały sobór Aleksandra Newskiego, symbol dawnej rusyfikacji. Ale Estończycy dobrze pamiętają te nieciekawe czasy, zwłaszcza starsze roczniki. Dlatego jeśli ktoś dobrze włada rosyjskim, bez obaw będzie mógł w tym języku zamówić obiad czy kupić pamiątki.

Tonące w przyjemnym blasku zachodzącego słońca kopuły cerkwi kłócą się z sąsiadującą nieopodal surowością i prostotą katedry luterańskiej. Co ciekawe, oba te kościoły gromadzą razem w Estonii nieco ponad 20 proc. wyznawców. Reszta nie wierzy tu nawet w horoskopy, a najwięcej zwolenników zdobywa wiara… w siebie samego.

Na rynku moją uwagę przykuwa apteka. Ból głowy? Nie. Zachorowałem na zwykłą ciekawość, bo zawitał tu niegdyś radny miejski, który podupadając na zdrowiu, szukał składników na znachorskie medykamenty. Duch apteki sprzed kilkuset lat daje o sobie znać. Nie omieszkałem poddać się mu bez granic: – Poproszę żabie udka, skórę z dżdżownicy i krew czarnego kota – kieruję moją listę życzeń do jednej z ekspedientek. Ta z uśmiechem odpowiada: – Może gdyby pan żył kilkaset lat temu, sprzedałabym to panu z wielką przyjemnością. Dziś oferujemy klientom bardziej konwencjonalne specyfiki, np. marcepan przygotowany według starodawnych przepisów, który na szeroką skalę produkuje się w Tallinnie i Lubece – odpowiada sprzedawczyni, wskazując na jedną ze starych, aptekarskich gablot.

Tallinn - urokliwe uliczki
Tallinn - urkoliwe uliczki

Przyznaję otwarcie: wcale nie szukałem leków na ciekawość. Ta jest zdrowa i pożądana, szczególnie tu, gdzie wzbudza ją każdy zakątek tallińskiej starówki. Swoją przygodę ze średniowieczem kontynuuję nieopodal apteki.

Z nad straganu, przypominającego prastary obiekt muzealny, wyłania się i zaczepia mnie piękna, młoda dama w oryginalnym stroju z czasów hanzeatyckich: – Proszę, niech pan spróbuje – wyciąga w moją stronę starą, drewnianą łyżkę pełną frykasów. – A cóż to? – pytam z lekką obawą. – To nasze prażone w miodzie i przyprawach migdały i orzechy, na bazie starodawnych receptur – odpowiada. Mmm.. wyborne. Ale jak się za chwilę okaże, stragan z migdałami to tylko część gastronomicznego zaplecza Olde Hansa.

Olde Hansa - degustacja migdałów
Świeżo prażone migdały w miodzie i przyprawach

Za rogiem, w restauracji o tej samej nazwie, oferują prawdziwe hanzeatyckie menu. Wchodzę. Oprócz kelnera w średniowiecznym stroju, moim oczom ukazuje się wnętrze oświetlone jedynie świecami. Średniowiecze pełną gębą!

Kuchnia jest „ciężka”, ale miło się siedzi o pełnym żołądku w takich klimatach, bo i nuty muzyki jakby nie z tych czasów. Ryba z dżemem i mlekiem? No przecież mówiłem, że Tallinn to nowoczesność w średniowiecznych szatach. Gdyby jednak ktoś chciał posmakować prawdziwego jadła z „ciemnych wieków”, to polecam ozorki w galarecie albo pszenicę z orzechami laskowymi. Koniecznie zapijcie to wyśmienitym piwem z dodatkiem miodu, które podają tutaj w glinianych dzbankach.

Pages: 1 2

About The Author

Related posts

Dodaj komentarz

5 komentarzy do "Estonia – paleta kontrastów"

Powiadom o
avatar

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
becia
Gość
becia
6 lat 9 miesięcy temu

niesamowite 😉

podróżnik
Gość
podróżnik
6 lat 11 miesięcy temu

Tallinn to nie cała Estonia. Warto jeszcze zobaczyć Parnu i Tartu na południu.

bez_droża
Gość
bez_droża
6 lat 11 miesięcy temu

fakt, tekst jest wyjątkowo ciekawie napisany i czyta się go z taką łatwością. brawo dla autora!

Krzysasr
Gość
Krzysasr
6 lat 11 miesięcy temu

pięknie napisany text 😀 dobrze się uśmiałem 😀 żabkie udka, viva la France !

MagdaM
Gość
MagdaM
6 lat 11 miesięcy temu

Niesamowite te staruszki na motorach. Zupełnie odklejone od naszego polskiego piekiełka. Czy ozorki w galarecie są tymi ozorkami, co myślę, że są?

Widać, że Estonia coś w sobie ma, nawet się nie spodziewałam, że aż tyle. Ciekawy klimat, zachwycające uliczki i taka symbioza tradycji i nowoczesności. Po tym artykule ma się ochotę wsiąść w samolot, chociaż akurat nie po to, żeby sprawdzić, czy wyląduje na lodzie, na wodzie, czy w ogóle nie wyląduje. Raczej po to, żeby samemu odkryć jeszcze więcej i zobaczyć te cuda na własne oczy 🙂

wpDiscuz