Dolina królewskiej rozpusty, bo tak niegdyś nazywano region nad Loarą, była dla francuskich monarchów ulubionym letniskiem. Każdy chciał tu nie tylko ustrzelić dziką zwierzynę, ale i mieć wykwintny pałac. Najlepiej z rezydującą w nim kochanką. Nie zaglądali tu ciekawscy, więc zamki nad Loarą były gwarancją, że rozwiązłe życie z dala od Paryża nie będzie tematem dworskich plotek.

Stoję w okolicach miejsca, gdzie przed 450 laty w upalny letni dzień król Henryk II zwołał poranny turniej. Miał tym samym uświetnić podwójny ślub. Swojej siostry i córki. Henryk II założył lekką zbroję, wszak pojedynek miał być przecież na niby, a i wysoka temperatura bardzo doskwierała w ten dzień. W niefortunnym starciu z młodziutkim wówczas Gabrielem de Montgomery, król padł z hełmem przebitym kawałkiem pękniętej kopii.

Nostradamus był wówczas jeszcze mało znanym lekarzem, ale po tym zdarzeniu wszyscy przypomnieli sobie jego wyrocznię, która mówiła o „młodym lwie, który pokona starego, przebije jego oko w złotej klatce”.

Przepowiednia stała się faktem. Henryk II zmarł pod 10 dniach. Zostawił na świecie swoją żonę, „oficjalną” kochankę Dianę de Poitiers oraz zbudowany specjalnie dla niej zamek w Chenonceaux – dziś jedna z najpiękniejszych perełek w dolinie Loary.

Zamki nad Loarą

Troglodyci w cieniu królewskich rezydencji

Francuscy monarchowie upodobali sobie zamki nad Loarą nie tylko ze względu na bezpieczną odległość od stolicy. Gleba była tu żyzna, pełna łownej zwierzyny, a i klimat był przyjemny. Królowie i szlachta pławili się więc w przepychu. Zwykłym ludziom nie żyło się tu najlepiej. Wioski były skromne, malutkie, jakby idealnie skrojone na potrzeby najniższych bohaterów z Władcy Pierścieni. Budowano je z kamienia – szarego lub brązowego. Z małymi, wąskimi oknami i białymi okiennicami. Jedyny kolorowy akcent to doniczki z pelargoniami stojące na parapetach.

W dolinie niewielkiej rzeki Goupillieres, tamtejsi mieszkańcy byli tak biedni, że swój żywot spędzali w wydrążonych w skale pieczarach. Nazywano ich les troglodytes (troglodytami), ale ze starożytnymi ludami wiele wspólnego nie mieli. Opuszczone przez nich dopiero w XIX w. pieczary, dziś udostępnione są zwiedzającym. W Grezille czy Doue-la-Fontaine można nawet spróbować lokalnych przysmaków w skalnych restauracjach.

Zamki nad Loarą, czyli nocleg z epoki Ludwika XVI

Niegdyś ściany zamków skrywały tajemnice rozwiązłego życia francuskich królów, a dziś niektóre z nich przyjmują gości z XXI w. Królewskich kochanek tu nie znajdziemy, ale styl sprzed ponad 200 lat – jak najbardziej.

Jednym z takim przykładów jest zamek Craon, położony niedaleko miasteczka Mayenne. Ta stylowa budowa z białego kamienia powstawała w burzliwych czasach schyłku francuskiej arystokracji. W połowie XVIII wieku niejaki markiz d’Armaille zakupił niewielki, XV w. zamek obronny i nakazał przebudować go na luksusową rezydencję. Nie spodobało się to okolicznym mieszkańcom, co to w białych ścianach symbol arystokratycznej arogancji widzieli. A że niedługo wybuchnąć miała Rewolucja Francuska, markiz zwinął swój dobytek do Paryża. Dlatego budowę dokończono dopiero w 1776 r. Nie przeszkodziło to jednak w wykończeniu wnętrz i posadzeniu ogrodu w stylu francuskim.

Zamek należy dziś do rodziny Guerbiant, która dużą jego część przeznaczyła na luksusowy hotel. Do dyspozycji gości oddano kilka indywidualnie wystrojonych pokoi. Jest w nich specjalny pokój dla dzieci, a także błękitny i różowy z ogromnym łożem z baldachimem. Posiadają one widok na ogród oraz meble i obrazy z XVIII wieku. Jeśli nie ogranicza nas budżet, można wynająć apartament z prywatną windą.

Stylowe łazienki są tutaj przykładem niezwykłej dbałości o każdy szczegół. Na ich ścianach wiszą akwarele, a wanny i krany to repliki zabytkowej armatury. Ceny zaczynają tu od 70 euro. Dwójka ze śniadaniem to koszt od 100 do 160 euro za dobę.

Uczta nad Loarą

Być nad Loarą i nie spróbować lokalnych specjałów? Po prostu nie wypada. Na zboczach gór ciągną się winnice, a pomiędzy nimi wypasane są kozy, dające mleko na wyśmienity ser. I co ciekawe najsmaczniejsze kozie przysmaki powstają z rąk producentów win. Nierzadko bowiem hodowle kóz sąsiadują tu z uprawami winorośli. I nie inaczej jest w piwnicy, gdzie obok siebie dojrzewają, choć jak wiadomo, mleczny produkt znacznie krócej. Zamki nad Loarą warto odwiedzać od wiosny do jesieni, bo wówczas trwa sezon na kozie sery. Tutejsi mieszkańcy za najlepszą odmianę uważają Crottin de Chavignol.

By zasmakować lokalnych specjałów warto udać się do restauracji, znajdujących się w spisie najlepszych lokali regionu Tours.

My wybieramy Errard Hosten (2 rue Gambetta, Langeais). Za 30-40 euro zjemy w tej klimatycznej knajpce trzydaniowy obiad. Na przystawkę polecają pasztet foie gras lub ciasteczko z owocami morza. Świeża ryba morska i stek z masłem wybierane są tu najczęściej na danie głównie, a na deser talerz sałaty z kozim serem.

Gdybyśmy jednak chcieli zjeść coś tańszego, dobrym wyborem może być Le Rais Chenonceaux (10 rue du Docteur Bretonneau, Chenonceaux). To stylowy lokal położony przy zamku Chenonceau. Za trzydaniowy posiłek wydamy tu 15-20 euro. W menu znajdujemy małże, grillowaną wieprzowinę i placek na deser.

Zamki nad Loarą – praktyczne wskazówki

Nad Loarę warto wybrać się wiosną lub jesienią. Zamki i ogrody podziwia się w tych porach przyjemniej niż latem i nie ma tak wielu turystów. Nie ma też większego sensu poświęcać wiele uwagi miastom Orlean, Blois i Tours. Jest drogo jak na przeciętną polską kieszeń, a w porównaniu z okolicą są mało atrakcyjne. Nie należy także zatrzymywać się w hotelach w centrum. Lepiej poszukać noclegu w pensjonatach na obrzeżu miasta. Mamy wówczas szansę, że będzie swojsko, a ceny nie będą wygórowane.

Zdecydowanie dobrym pomysłem jest rejs po Loarze. Najlepiej zaczynając w Angers, a kończąc na wybrzeżu Atlantyku. Koniecznie należy wybrać się do zamku de Valencay, w którym mieszkał Talleyrand. Warto go zobaczyć, bo to jedna z największych prywatnych rezydencji we Francji.

Na liście obowiązkowych miejsc do zwiedzenia, znaleźć się musi miejscowość Amboise, w którym spędził ostatnie lata Leonardo da Vinci. Znajduje się tam muzeum z modelami zbudowanymi według jego rysunków. Nie warto za to zaglądać do każdej z 400 komnat zamku Chambord, ale jeśli już się tam znajdziemy, to zobaczmy spiralne schody. Ponoć autorstwa da Vinci, zostały tak skonstruowane, by dwie osoby idące w przeciwnych kierunkach nie musiały się spotykać.

Nie ma co stawiać na jazdę lokalnymi autobusami. Czeka się długo, tracąc tym samym cenny czas na zwiedzanie. Najlepiej poruszać się tu samochodem lub rowerem. Nad dolinę Loary najwygodniej i najszybciej wpierw dolecieć do Paryża, a później szybkim pociągiem TGV. Podróż z francuskiej stolicy do Tours trwa nieco ponad godzinę. Za bilet w drugiej klasie trzeba zapłacić w jedną stronę 40 euro. Tańszą, ale dłuższą podróż, zafundują nam pociągi Intercites. Przejazd w jedną stronę to wydatek ok. 19 euro.