W 2010 roku, na liczącą nieco ponad 330 tys. mieszkańców wyspę, przyjechało nieco prawie pół miliona turystów. W 2017 było to już ponad 2,3 mln., czyli znacząco powyżej zdroworozsądkowych limitów. Islandia wprowadza ograniczenia dla turystów, bo wniosek z ostatniego raportu jest mrożący. Jeśli wzrost przyjezdnych się utrzyma, środowisko Islandii czeka zagłada. 

Jeszcze 7 lat temu nic nie wskazywało na to, że Islandia będzie borykała się z takimi problemami. Obcokrajowcy byli tu chętnie widziani, bo wpływy z turystyki mocno napędzały przychody niewielkiego kraju. Ale rozwój połączeń lotniczych, a także nowych technologii i mediów społecznościowych sprawił, że zdjęcia i filmy z Islandii napędzały rok do roku coraz więcej przyjezdnych.

Lokalne władze już w 2017 roku zaczęły obawiać zbyt dużej liczbie turystów. – Niektóre miejsca zwyczajnie nie są w stanie pomieścić miliona turystów każdego roku. Jeśli zaczniemy wpuszczać do tych miejsc więcej ludzi, stracą one to, co czyni je wyjątkowymi – powiedziała cytowana przez Bloomberga Thordis Kolbrun Reykfjord Gylfadottir, islandzka minister turystyki. Dziś na jednego mieszkańca przypada 7 turystów i potomkowie Wikingów poważnie się zastanawiają, co zrobić, żeby nie paść ofiarą własnego sukcesu.

Islandia wodospad

Dla świętego mchu Islandia wprowadza ograniczenia dla turystów

Powiedzieć, że są Islandczycy są zmęczeni, to powiedzieć za mało i jednocześnie bardzo delikatnie. Oni są turystami już mocno wkurzeni. Problemy nie są nowe i jeśli spojrzymy na oblężoną Barcelonę, Petrę, czy Wielki Mur Chiński, to skojarzenia nasuwają się same. Ale od początku.

Masowa turystyka przeważnie nie zna szacunku. I na Islandii widać to doskonale. Mieszkańcy wyspy świetnie zdają sobie sprawę, jak niewiele mają tu drzew i krzewów. I jak równie niewiele da się zrobić, żeby było ich więcej (sorry, taki mają klimat). Z braku innych wyjątkowych roślin, mech stał się dla mieszkańców wyspy jednym z najbardziej cenionych zasobów. Niestety, turyści mają to za nic. Nie dość, że go zadeptują, to potrafią go wyrwać i wyścielić nim namiot w imię większego komfortu dla snu. Takie występki powodują oburzenie. W końcu to dla miejscowych rzecz święta, bo mech rośnie długo, ginie szybko i prezentuje się tu niezwykle spektakularnie.

Islandia owce

Podobny problem jest również z przedstawicielami fauny. Turyści karmią łabędzie i konie islandzkie byle czym, przez co zwierzęta mają później problemy gastryczne. Wszechobecne drony również im nie sprzyjają.

Zorze, które powodują wypadki

Znakomita część dróg na Islandii to tzw. drogi terenowe, które wymagają od kierowców nieco większych niż standardowe umiejętności. Turystom trudno pogodzić się z ograniczeniem prędkości do 90 km/h. Dodatkowo na Islandii jest raptem kilkanaście patroli policji drogowej, z czego znakomita większość w stolicy. Turyści czują się tu na drogach jak święte krowy.

W konsekwencji silne podmuchy wiatru strącają samochody z dróg. Kierowcom zdarza się również potrącać owce. Dodatkowym problemem okazuje się tutaj zorza polarna. Z pozoru atrakcja jak każda inna, ale turyści są gotowi gonić ją przez setki kilometrów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby uważali na drogę, a nie w niebo. Islandzka policja dość humorystycznie (ale oficjalnie) ostrzega przed zorzami, które powodują wypadki.

Głupota do n-tej potęgi

Islandczycy nie mogą również znieść totalnego braku kultury i obycia wśród turystów. Temat być może wałkowany przynajmniej od pół wieku, ale na Islandii historie wydają się wyjątkowo absurdalne.

Do niedawna wszystkie kościoły na wyspie (a jest ich ponad 350) były zawsze otwarte. Ale od kiedy turyści zaczęli urządzać sobie w nich nocleg, kościoły zamknięto. Ale wyobraźnia przyjezdnych poszła jeszcze dalej. Ostatnim hitem była turystka z Holandii, która postanowiła ulokować się w wiejskiej bibliotece. Pracownica przyłapała ją w trakcie gotowania klusek na kuchence turystycznej między książkami.

Na Islandię przyjeżdżają również turyści wyznający styl życia zwany YOLO. Lekkoduchy, które uważają, że głupia śmierć ich nie dotyczy. Islandczycy dostają na ich widok niebywałej alergii. A o głupią śmierć na Islandii nie trudno. Do najpopularniejszych należą ryzykowne robienie selfie na krańcu skarpy, sprawdzanie siły fal czy temperatury i głębokości gejzerów.

Islandia nie uniknęła również najazdu ludzi utuczonych zabobonami. Wrzucanie pieniędzy na szczęście do wodospadów i gejzerów stało się normą. Islandczycy uważają to za zwykłe śmiecenie i proponują oddanie pieniędzy potrzebującym. Ogromne oburzenie na wyspie wywołał artysta Marco Evaristti, który wlał do gejzerów kolorową farbę. Zdjęcia być może wyszły fenomenalnie, ale zniszczenia były prawie nieodwracalne.

Zmęczeni turystami Islandczycy próbują nie tylko zminimalizować negatywny efekt koniecznymi ograniczeniami, ale także edukują turystów. Jednym z przykładów jest fantastyczny film instruktażowy, jak odkrywać wyspę w przyjazny dla wszystkich i zrównoważony sposób. Obejrzyj go koniecznie i podziel się tym artykułem ze znajomymi.

  • Też bym się wkurzył, zwłaszcza gdybym miał tak piękny i mały kraj. Ten poziom masowego zwiedzania jest przytłaczający nie tylko dla fauny i flory – 7 turystów na 1 mieszkańca?

  • Islandczycy mają ogromny problem z nalotem turystów. Zwyczajnie nie mają rąk do pracy żeby ogarnąć wszystko przed dewastacją bezmózgich turystów. Sam byłem świadkiem jak pomimo barierek ludzie przez nie przeskakiwali i zadeptywali całą okolicę jednego z wodospadów. Kanion Fjaðrárgljúfur obecnie jest całkowicie zamknięty by ochronić go przed turystami. Pomimo licznych barykad, znaków i zakazów ludzie i tak tam wchodzą.

  • Rzeczywiście można się zdenerwować! Z drugiej strony wcale się nie dziwię, że wszyscy chcą Islandię odwiedzić, jest naprawdę piękna :)