Z górującego nad Madagaskarem wygasłego wulkanu Maromokotro rozciąga się widok na soczyście zielony las tropikalny. Strome urwiska opadają ku wyżynom w środkowej części wyspy, a im dalej na południe, tym teren staje się coraz bardziej płaski i mniej urodzajny. Aż dziw bierze, że Madagaskar i wanilia to świetnie dobrana para!

Historia jej upraw rozpoczęła się jednak w odległej o tysiące kilometrów Ameryce. W XVI w., gdy hiszpańska konkwista obracała w pożogę cały dorobek prekolumbijskich plemion, w lasach tropikalnych skrywały się dziko rosnące, żółtozielone kwiaty storczyków z gatunku Vanilla planifolia. Na tle kipiącego kształtami i woniami lasu równikowego roślina ta wydawała się niepozorna i niewarta uwagi. Dla tubylców była jednak na tyle ważna, iż służyła do płacenia podatków.

Równie ważny był Quetzalcoatl, bóg wiatru, nieba i ziemi, przedstawiany jako postać o jasnej skórze  i oczach. Przybył z dalekiego kraju, położonego na wschodzie, by głosić pokój i krzewić wiedzę. Po przegranej walce z bogiem Tezcatlipocą, przekazał swą spuściznę uczniom, a sam na pokładzie łodzi powrócił do ojczyzny. Od tej pory Aztekowie wyglądali powrotu boga. I w końcu doczekali się, a przynajmniej tak im się wtedy zdawało.

Rezydujący na Kubie Hernan Cortes usłyszał o mitycznych skarbach kraju, znajdującego się po drugiej stronie morza i szybko zorganizował wyprawę. Aztekowie od razu okrzyknęli konkwistadora o jasnej skórze bogiem i, nie stawiając początkowo większego oporu, patrzyli jak podbijał ich imperium i więził króla Montezumę. To właśnie na dworze króla Cortes spróbował napoju, zwanego przez mieszkańców Nowego Świata Tlilxochitl. Montezuma przed każdą wizytą w haremie wychylał złoty puchar aromatycznej mikstury z ziaren kakaowca, zbóż, miodu i wanilii, już wtedy uznawanej za dodający wigoru afrodyzjak. Cortes postanowił przy jej pomocy rzucić na kolana smakoszy z europejskich dworów.

Suszone laski, nasiona i sadzonki przepłynęły Atlantyk. Wanilia zakwitła w ogrodach botanicznych, ale nie wydawała owoców. Dopiero obserwacje w naturalnym środowisku odsłoniły przyczynę – kwiaty  mogą być zapylone przez pszczoły oraz niektóre kolibry, występujące w ich naturalnym środowisku, tylko przez kilka godzin w nocy. Próby aklimatyzacji owadów nie przyniosły pozytywnych rezultatów, stąd uprawy pożądanej w Europie przyprawy ograniczały się aż do XIX w. do terytorium Meksyku.

Dopiero odkrycie metody sztucznego zapładniania pozwoliło na ekspansję hodowli i obniżenie cen wanilii na rynku europejskim. Zgodnie z przewidywaniami Cortesa, wanilia zrobiła furorę. Przyprawiano nią potrawy, ale też aromatyzowano tytoń. Słodka woń i pobudzające właściwości doprowadziły nawet do wprowadzenia prawa kościelnego zakazującego mnichom jej używania.

Choć wanilię uprawia się w Ameryce, Afryce i Oceanii, to jednak Madagaskar jest w tej dziedzinie niekwestionowanym liderem. Ręczne zapylanie sprawiło, że w chwili obecnej z ojczyzny lemurów i baobabów pochodzi ok. 80% światowej produkcji wanilii. Powszechnie spotyka się tu rzędy podpór ustawionych w idealnych odstępach, przykryte płachtami błękitnego materiału, by uchronić rośliny przed zbytnim nasłonecznieniem. Niepowtarzalny to widok, gdy na wyspie zwanej czerwoną, pośród zieleni roślinności, przybysz napotyka niebieskie połacie płótna. Błękit nad głową zlewa się z błękitem materiału przed oczami.

Dlaczego wanilia nie pachnie?

Myli się ten, kto na plantacji spodziewa się oszołamiająco słodkiego zapachu – kwiaty wanilii nie pachną. Aromat to zasługa odpowiedniego blanszowania, suszenia i fermentowania nasion. Pomiędzy rzędami roślin dostrzec można pochylone postaci, które mozolnie zapylają rośliny, obrywają zielone jeszcze strąki niedojrzałych owoców i układają je następnie na siatkach naciągniętych na drewniane stelaże, gdzie wanilia powoli nabierać będzie pożądanego zapachu.

Kuchnia malgaska jest z reguły taka jak jej twórcy: prosta, bez nadmiaru przypraw i kombinacji. Jej podstawą jest ryż, serwowany nawet trzy razy dziennie z dodatkiem ryb, owoców morza lub wołowiny. Mając cenną przyprawę w zasięgu ręki, Malgasze do perfekcji opanowali jej wykorzystanie. Choć pierwszymi potrawami, jakie przychodzą Europejczykowi do głowy na wspomnienie wanilii są lody, czekolada i desery, to mieszkańcy Madagaskaru potrafią wydobyć z tej przyprawy o wiele bardziej wysublimowane nuty smakowe.

Mięso w sosie waniliowym? Takie połączenie dziwi wyłącznie tych, którym nie dane było go posmakować. Popularne i cenione na wyspie zebu podawane jest tu na wiele sposobów, jednak dopiero w połączeniu z kremowym, waniliowym sosem powoduje niepowtarzalne uniesienia smakowe.

Równie niezwykłe są smaki wydobywane z ryb czy drobiu przy pomocy niepozornych czarnych ziarenek, a dostępne powszechnie na straganach w Antananarywie, Antsirananie, Mahajandze i wszystkich pozostałych miejscowościach na wyspie. Doskonałym zwieńczeniem posiłku jest prosty deser w postaci sałatki z mango, truskawek, liczi i melona, polanych pysznym sosem waniliowym.

Z dobrodziejstwa wanilii szeroko korzysta również przemysł perfumeryjny. Na północy wyspy znajduje się farma wyspecjalizowana w produkcji ekstraktu będącego jednym ze składników kremu. Wyłącznym odbiorcą jest koncern Chanel. Wyciągi zawierające heterozydy i poliketony wędrują z Madagaskaru do Francji, gdzie w Centrum Badań Kosmetycznych poddawane są dalszej obróbce.

Będąc na Madagaskarze, gdzie według legend diabeł posadził drzewa do góry nogami, by mieć trochę zieleni w piekle, warto zaopatrzyć się w oferowane na każdym kroku laski wanilii, związane sznurkiem w pęczki. Ich zapach i aromat oddawany potrawom jest o wiele bardziej upajający, niż ten do którego przywykliśmy w kraju. Od tej pory wanilia nie będzie kojarzyć się już z budyniem, tylko z pięknem wyspy, która oderwała się od Afryki przed milionami lat, by ewoluować w sposób tak niesamowity, że zwie się ją ósmym kontynentem.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here