Tried & Tested: PolskiBus.com, czyli jak jeździć po Polsce za złotówkę

| 31 sierpnia 2011

PolskiBus.com

Nic tak nie elektryzuje Polaków jak bilety po 1 zł. Jeszcze 2-3 lata temu takie ceny oferowały irlandzkie linie lotnicze Ryanair. Dzisiaj czas nadszedł na PolskiBus.com. Co prawda nie w przestworzach, ale na polskich drogach. Korzystając z usług nowego przewoźnika autokarowego, sprawdziliśmy dokładnie każdy aspekt jego działalności. Odsłaniamy je w kolejnej recenzji z cyklu Tried & Tested.

Bez Internetu biletu nie kupisz

Warszawa, 19 lipca 2011, 15:30. Na przystanku Metro Wilanowska rozpoczyna się wpuszczanie do maszyny o numerze bocznym 015, którą 39 pasażerów pojedzie do Gdańska. To niejako baza przewoźnika, skąd PolskiBus obsługuje obecnie 15 polskich miast (Ostróda, Gdańsk, Toruń, Bydgoszcz, Piła, Szczecin, Łódź, Poznań, Wrocław, Częstochowa, Katowice, Kielce, Kraków, Lublin i Białystok) i cztery europejskie stolice (Berlin, Bratysława, Praga i Wiedeń).

Okazuje się, że jako jedyny wysiądę w Ostródzie. Kierowca siedzi przy wejściu i odhacza kody rezerwacji wręczane po kolei przez tłumek, który w dosyć polskim stylu okupuje wejście utrudniając dostanie się do autobusu. Przeważa młodzież, która rezerwacje prezentuje w telefonach komórkowych, jednak zauważyć się da także takich z wydrukami lub nawet takich z zapisanym ręcznie kodem na małej karteczce. Kto chce nadać bagaż do luku, otrzymuje równie czerwoną przywieszkę bagażową, po czym udaje się oddać bagaż pracownikowi krzątającemu się przy walizkach.


Cała procedura przebiega dosyć sprawnie, choć wejście blokuje jedna dziewczyna, prawie ze łzami w oczach prosząca kierowcę o sprzedanie biletów dla niej i jej chłopaka, gdyż „muszą jechać”. Nie pomagają tłumaczenia, że to niemożliwe. Internet jest jedyną drogą pozyskania praw do przejazdu PolskimBusem. Kierowca nie ma ani kasy fiskalnej, ani służbowej gotówki. Podpowiadamy, aby szybko skorzystała z laptopa i bezprzewodowej sieci emitowanej z autobusu. Po dłuższej chwili bilet nabyty, kierowca wpuszcza. Inna dziewczyna żegnająca swojego lubego bąka pod nosem, że „to bzdurny system”. Autobus rusza z ośmiominutowym opóźnieniem w ponad 6-godzinną podróż do Gdańska. Pierwszy przystanek za 3,5 godziny w Ostródzie.

Odjeżdżając z Warszawy żegnamy stojące autobusy marki Setra należące do PPKS Warszawa. Czas widocznie odgryzł na nich swoje piętno. Wiele maszyn nosi jeszcze ślady niemieckich napisów. Z nowoczesnym wehikułem naszego przewoźnika łączy je tylko obecność silnika i czterech kółek.

PolskiBus.com konsekwentnie powiela jednak sprawdzoną strategię tanich linii autobusowych z krajów anglosaskich. A te z kolei wzorują się na tanich przewoźnikach lotniczych. Autobusy w wielu przypadkach nie będą korzystać z dworców PKS, np. w Warszawie czy Poznaniu. Często, tak jak w USA, pasażerowie będą zabierani wprost z ulicy, jak w gdańskiej Oliwie. To, oraz ujednolicona i energooszczędna flota, brak zbędnych audio-wizualnych dodatków na pokładzie, bilety dostępne tylko w Internecie, drogi kontakt z infolinią, pozwalają na drastyczne cięcie kosztów własnych. I na oferowanie biletów za złotówkę, tak pożądanych przez pasażerów. W tym także przez tę dziewczynę, krytykującą ów „bzdurny system”.

Każdy bilet można zmienić lub zwrócić. Oczywiście to także kosztuje. Przy zwrocie stracimy 10% biletu oraz zapłacimy 2 zł „kosztów manipulacyjnych”. Biletów za złotówkę zatem zwracać się nie opłaca. Jeśli chcemy bilet zmienić na inny rejs, to oprócz 10% jego straty musimy jeszcze pokryć różnicę między ceną biletu jaką zapłaciliśmy a obecnie obowiązującą ceną na nowowybrany kurs. Do tego wszystkiego dochodzi konieczność zadzwonienia na drogą infolinię 0703, w której koszt połączenia wynosi aż 3,69 zł brutto za minutę. Co prawda nam udało się sprawnie i profesjonalnie dokonać zmian za pośrednictwem poczty elektronicznej, ale nie umiemy powiedzieć, czy każdego spotka takie szczęście.

My tu o biletach, a na dworzec PKS w Ostródzie dojeżdżamy 5 min. przed rozkładowym czasem. Wystarczająco, aby złapać interREGIO do Olsztyna.

Funkcjonalnie i pusto jak w kalwińskim zborze

Katowice, 16 lipca 2011, 11:45. Na katowickim dworcu autobusowym pojawiamy się na 20 min. przed planowanym odjazdem do Krakowa. Autobusu jeszcze nie ma. Pytamy w informacji, skąd odjeżdża. O dziwo, po sekundzie wiemy, że to stanowisko nr 6. Mały dworzec w Katowicach jest dosyć zatłoczony, żeby nie powiedzieć, zapchany autobusami wszelakich przewoźników i wszelkich maści.

Na 15 min. przed odjazdem pojawia się nasz wehikuł. Wielki biało-czerwony autobus prezentuje się wręcz majestatycznie. To Van Hool TD921 o numerze bocznym 011, jeden z osiemnastu, który zabiera do 70 pasażerów. Pojazdy konkurencji mieszczą nie więcej niż 40-50. Produkowany w Belgii Van Hool ma bardzo oszczędny silnik o mocy 460 KM, który spala na trasie zaledwie 25 litrów paliwa na 100 km. Przy innych autobusach, zabierających pasażerów z katowickiego dworca, nasz wygląda jak z innego świata.

Wsiadających nie jest wielu. Z nami, ot raptem 8 osób. Aby wsiąść należy okazać kierowcy kod rezerwacji składający się z szeregu liter i cyfr oznaczających numer kursu, datę, miasto odjazdu i przyjazdu oraz kolejność kupienia biletu. Nie musimy nawet mieć ze sobą wydruku. Ot, wystarczy kod zapisany na przegubie ręki.


Pasażerów niewielu, dlatego też nie mamy wielkiego kłopotu z umoszczeniem się w fotelach z czoła autobusu. Przed nami piękny, panoramiczny wręcz, widok. I całkiem rozsądna ilość miejsca na nogi. Wszyscy pasażerowie jadą na piętrze, parter autobusu zarezerwowany jest dla kierowców oraz bagażu. Znajdujące się tam trzy pasażerskie fotele zwyczajowo przeznacza się dla osób o ograniczonych możliwościach ruchowych.

Wnętrze, utrzymane w czerwonych barwach, jest dosyć  surowe. Wypełniają je zasadniczo tylko fotele w dwóch rzędach po dwa z każdej strony przejścia. Każdy skórzany. Przy tylnych drzwiach znajduje się toaleta. Też skromna i dosyć mała. Ale jest. Czasami wywołuje jednak kłopoty.

– W drodze powrotnej trzy dni po debiucie, niestety, nie zadbano o wyposażenie toalety. Zabrakło środków czystości. Pozwoliłem sobie przejść się do kierowcy w celu poinformowania go o wszystkim problemach związanych z toaletą. Kierowca podziękował serdecznie za uwagi i powiedział że wszystko zgłosi i strasznie mu przykro, ale faktycznie może być to wina tego, że dopiero zaczynają (mimo że od kwietnia jeżdżą próbnie po polskich drogach). Papieru toaletowego niestety nie ma w zapasie, dlatego nie mógł pomóc – opowiada Daniel Jelinek, młody podróżnik z Żychlina koło Konina.

Każdy fotel zaopatrzony jest w system wychylnego oparcia, a pasażerowie siedzący przy przejściu mogą nawet odsunąć się od tych siedzących przy oknie za sprawą dodatkowego systemu przesuwania siedzeń w bok. Nad każdym z nich znajduje się lampka, regulowany nawiew klimatyzacji oraz przycisk służący zawiadomieniu obsługi. Ale nie znajdziemy ani kieszonki na nasze drobiazgi, ani ruchomego stoliczka. W autobusie nie ma też radia, czy telewizji. Jest funkcjonalnie i wygodnie, ale pusto jak w kalwińskim zborze.

Akurat wystarczająco, aby przejechać wygodnie nawet 2-3-godzinną podróż. – Jako że przewrażliwiony jestem na punkcie braku uprzejmości w naszym kraju, tutaj byłem bardzo mile zaskoczony. Kierowca okazał się niesamowicie uprzejmy i kulturalny – dodaje Jelinek.

– Ale mentalność polska jest chyba zakorzeniona głębiej i oporna na wiedzę i wyszkolenie, bo kierowca witając pasażerów powiedział zdanie, które mnie przeraziło: „Zapięcie pasów jest to państwa indywidualna sprawa, sami dbamy o swoje bezpieczeństwo.” Nie do tego byłem przyzwyczajony po podróżach po UK. Tam kierowca po powitaniu prosi o zapięcie pasów i pomaga w tej czynności każdemu, kto sobie nie może z tym poradzić. Bez tego nie ruszy – tłumaczy podróżnik.

Czytaj dalej: Czy kierowcy przymykają oko na ilość i wagę bagażu?

  • 2 komentarze
  • Oceń artykuł: 1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (głosów: 2, śr. ocena: 5,00 Loading ... Loading ...

2 komentarze

  1. 0

    Mogę się przyczepić? ;) Humbaku lubię Cię, ale trochę kuleje Twoja technikalia. Toć już na obrazku widać, że autobus ma więcej niż 4 kółka ;) Wiem, iż miała to być pewna metafora ;) WiFi drogi Humbaku działa zawsze i nie przerywa, nawet poza granicami kraju. WiFi to nie to samo co internet. Ten faktycznie jest dostępny tylko w granicach kraju. I nie wynika to z faktu, że internet dostarcza Orange ( Operatorem sieci jest Orange, zatem system działa tylko na terenie Polski.) Orange oferuje dostęp do internetu poza granicami kraju, zresztą tak samo jak każdy inny operator telefonii komórkowej w Polsce. Co innego aspekty ekonomiczne takich rozwiązań. Poza tym dochodzą mnie słuchy, iż w PB działają/działały też kart SIM z Polkomtela czyli Plusa. Nic nie wspomniałeś o temperaturze panującej w PB. Nie wiem czy to tylko mój przypadek, ale w moim przypadku była zbyt niska aby ją uznać za komfortową.  Co do zapinania pasów: kierowca poprosił o zapięcie pasów, ostrzegając o możliwych kontrolach i odpowiedzialności, którą ponosi każdy pasażer. Rożnica z tego co piszesz niekoniecznie wynika z mentalności, ale różnic przepisów drogowych. U nas z brak zapiętych pasów bezpieczeństwa odpowiada pasażer a nie kierowca. Są kraje gdzie za pasażerów odpowiada kierowca. 
    Wg mnie lepiej wychodzi Ci pisanie prezentujące regiony niż testowanie ;)

    Kamil, super pomysł, oby więcej takich testów. Sam się nie mogę zebrać żeby spisać moje wrażenia z pobytu w Hilton Garden w Krakowie. ;)  

  2. 0

    „Czas widocznie odgryzł na nich swoje piętno.”- to czas może odgryźć piętno na czymkolwiek?! Jakie jest znaczenie tego wyrażenia? Czy autorem tego tekstu jest Mrożek albo Białoszewski? Rozbijanie formul językowych? Zabawa kanonami? Chyba brak wiedzy z zakresu języka polskiego. Słowniki nie gryzą.

  3. 0

    A mi się podoba ten artykuł. Humbak jest spoko i oby więcej takich ludzi :-)

  4. +1

    modżo: A jużci, zabawa kanonami, to to, co humbaki lubią najbardziej. Dzięki za wielkie, choć niezasłużone, porównania z Mistrzami, ale mi do nich daleko, oj daleko. Słowniki, owszem, gryzą. Są szalenie nudne. :P  

    PS. Czy poza rzeczonym zdaniem, modżo zrozumiał resztę tekstu? Śmiem domyślać się, że tak, skoro więcej uwag nie ma. 

  5. 0

    Odnosnie zapinania pasow to pan kierowca wyrazil sie bardzo rzeczowo, bo prawo ani nie nakazuje mu sprawdzenia zapiecia pasow ani zmuszanie do zapiecia, to sprawa indywidualna i decyzja nalezy do pasazera, to samo prawo obowiazuje w UK, kierowca zobowiazany jest do poinformowania pasazerow o obowiazku zapiecia pasow i nie ponosi w takiej sytuacji zadnej odpowiedzialnosci w przypadku ich niezapiecia. 

    Co do numerow rezerwacji to tutaj dopiero wkradla sie polska rzeczywistosc w ten misterny technicznie zaawansowany system rezerwacji, jezdzilem duzo tym autobusem na roznych trasach i kierowcy dostaja liste z numerami do 24 przed odjazdem i jesli ktos kupil bilet wciagu ostatnich 24 godzin to jego numeru na lscie nie bedzie, prosty sposob na jazde za darno jest uzyc stary numer jeszcze raz i na pytanie kierowcy kiedy kupilismy bilet powiedziec ze 2 godziny temu…

  6. 0

    hej, no ja ni byłbym szczególnie do tego przewoźnika przekonany, zdaje się, że mają poważne problemy z punktualnością (deklarowanym czasem dotarcia do celu) oraz reagowaniem na składane reklamacje.
    http://www.moj.reklamacyjny.pl/articles/7/polskiemu-busowi-nawala-rozk-ad

Skomentuj artykuł