Select your Top Menu from wp menus
Arabski kryzys. Polacy ominą Tunezję i Egipt?

Arabski kryzys. Polacy ominą Tunezję i Egipt?

Czy zawirowania w północnej Afryce będą miały wpływ na wybór kierunków wakacyjnych? Czy Polacy zmienią plany i wybiorą kraje uznawane za bezpieczniejsze, czy skuszeni atrakcyjnymi zniżkami, skierują swój wzrok w stronę krajów arabskich?

Tunezja daje zielone światło

Już pierwsze informacje z Tunezji na temat nadciągającej rewolucji, nazwanej później jaśminową, wywołały niepokoje wśród pracowników branży turystycznej, organizatorów wyjazdów i turystów, którzy wykupili wczasy, korzystając z obniżek cenowych z tytułu wcześniejszej rezerwacji. Nie pojawiła się wtedy panika, lecz zwykłe oczekiwanie na to, jak sytuacja się rozwinie. Po części spokój wynikał z faktu, iż Tunezja nie jest destynacją zimową, a sezon zaczyna się tam dopiero z nadejściem wiosny, wobec tego nie było w tym kraju większej liczby polskich turystów.

Z drugiej strony Tunezja zawsze była postrzegana, jako najbardziej bezpieczny i zeuropeizowany spośród krajów arabskich. Zresztą pod wpływem nacisków społecznych jej prezydent Ben Ali już 14 stycznia zrzekł się urzędu i uciekł do Arabii Saudyjskiej. Tunezja rozpoczęła pokojową drogę do zmian polityczno-społecznych z powołaniem nowego rządu i wyznaczeniem na 24 lipca 2011 r. terminu wyborów do Zgromadzenia Konstytucyjnego. Cała sprawa przeszłaby właściwie bez większego echa, gdyby nie fakt, że stała się zaczątkiem do dalszych protestów społecznych, obejmujących stopniowo prawie wszystkie kraje arabskie.

Jeśli nie Egipt, to co?

Dużo więcej zamieszania wywołały wieści o przeniesieniu się rozruchów do Egiptu. To już kierunek całoroczny, dokąd regularnie startują samoloty ze wszystkich polskich lotnisk, a jednocześnie jeden z niewielu krajów bliskiego zasięgu, do którego po słońce można wybrać się w zimie.

Organizatorzy wycieczek zareagowali na sytuację bardzo różnie, jednak przyznać trzeba, że dobre i rzetelne biura stanęły na wysokości zadania i umożliwiły swoim turystom bezkosztowe zmiany kierunku, terminu, czy nawet rezygnację z wyjazdu.

Organizatorzy, mający w swojej ofercie duży wybór kierunków wręcz zyskali na sytuacji, wyprzedając lawinowo takie kierunki zimowe jak Maroko, Wyspy Kanaryjskie czy Kenię. Z kolei w terminach wakacyjnych tryumf zaczęły święcić Grecja i Turcja, postrzegane jako zbliżone pod względem standardów i ceny, a jednocześnie pewne i bezpieczne.

W najgorszej sytuacji znaleźli się organizatorzy, którzy w swej ofercie mieli jedynie Tunezję i Egipt. To oni z największą niecierpliwością śledzili komunikaty Ministerstwa Spraw Zagranicznych, dotyczące napięć w krajach arabskich i zaleceń dotyczących wyjazdów. To oni także odwoływali wyjazdy dosłownie na kilka dni przed ich planowanym terminem, nie mogąc zaproponować swoim klientom nic w zamian.

Ich tłumaczenia, że w Egipcie właściwie nic się nie dzieje, częściowo pokrywało się z prawdą – w kurortach turystycznych panował spokój, a życie toczyło się dalej zwykłym trybem basenowo-plażowym. Rezydenci zapewniali, że turystom nic nie grozi, a o przewrocie dowiadują się z nerwowych relacji telefonicznych rodzin z Polski. Jednak nie wszystko było tak, jak powinno. Przywódca Egiptu Hosni Mubarak nie był tak skory do ustąpienia z urzędu, jak zrobił to wcześniej prezydent Tunezji.

Wątpliwa gwarancja spokoju

Stwierdzenie, że pobyt turystów przebiega bez zakłóceń, w tej sytuacji, okazał się mocnym nadużyciem. Pozbawieni zostali oni możliwości wyjazdu do Kairu i Gizy. Być w Egipcie i nie zobaczyć piramid? To tak, jakby pojechać do Paryża i nie zobaczyć Wieży Eiffla. Nie każdemu odpowiadał pobyt w kraju faraonów przy jednoczesnym zakazie wystawiania nosa poza teren hotelu. Polacy zdecydowanie zrezygnowali z wylotów do tego kraju. Tylko nieliczni podjęli decyzję o kontynuacji planów wypoczynku i wbrew zaleceniom udali się do Egiptu.

Czy powodowała nimi chęć przeżycia dziwnie rozumianej przygody, uczestnictwa w historycznych wydarzeniach, nieznajomość sytuacji politycznej, lekceważenie zagrożeń, czy też obawa przed potrąceniami kosztów rezygnacji z wyjazdu? Pewnie każdy z tych czynników po części miał wpływ na decyzję. Są osoby, które mają potrzebę bycia w miejscach ważnych zdarzeń, by móc później powiedzieć, że „byłem, widziałem i to ja wiem najlepiej, co się tam działo”. Oddalają od siebie wizję zagrożenia, uważając, że nic złego im nie grozi, bo przecież dlaczego coś miałoby się przytrafić im, a nie komuś innemu.

Na nic się zdały nawet informacje ubezpieczycieli, którzy stanowczo odcinali się od odpowiedzialności odszkodowawczej w przypadku szkód poniesionych przez turystów w wyniku rozruchów. Nie zabrakło śmiałków, choć było ich niewielu, którzy na własną odpowiedzialność opuszczali bezpieczne hotele, by udać się w miejsca starć i przeżyć dreszcz emocji.

Co na drugiej stronie? Egipt mniej atrakcyjny od Polski

Pages: 1 2

About The Author

Related posts

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *