Nocleg znajdzie Cię sam
foto: flickr.com

Jeśli nie mamy dziś czasu na przedzieranie się przez  tysiące ofert noclegowych na stronach internetowych, możemy zostawić ogłoszenie i to właściciele obiektów będą zabiegać o nasz portfel. Czy to się sprawdza i czy można na tym coś ugrać?

W Internecie znaleźć możemy dziś wiele stron, które gromadzą w swoich bazach tysiące ofert noclegowych. Od znanych hoteli Gołębiewski po malutkie, rodzinne pensjonaty i domki letniskowe. Wyszukiwanie na takich stronach pozwala na zawężenie naszych kryteriów m.in. do ceny, miejsca wypoczynku, kategorii obiektu czy innych udogodnień.

Wydaje się więc, że stosując takie narzędzia otrzymujemy listę obiektów idealnie skrojonych pod nasze gusta. Co jednak, jeśli nie mamy nawet i na to czasu? Możemy zamieścić bezpłatne ogłoszenie i … czekać, aż naszą skrzynkę emailową zaleją setki bijących się o klienta właścicieli obiektów noclegowych w całej Polsce. Taką próbę podjęliśmy, dając ogłoszenie w jednym z serwisów.

Testowanie ogłoszenia

Zanim umieściliśmy ogłoszenie zastanawialiśmy się, jak działa taki proceder. Czy tablica z ogłoszeniami jest regularnie przeglądana przez właścicieli obiektów, czy też może otrzymują oni powiadomienie o nowym ogłoszeniu i na każde z nich jednorazowo odpowiadają? Okazuje się, że serwis z którego skorzystaliśmy (www.urlopwpolsce.pl) przesyła automatycznie każde ogłoszenie emailowo do wszystkich obiektów w bazie.

Nasze kryteria zawęziliśmy do kilkunastu znanych kurortów nadmorskich w województwach zachodniopomorskim i pomorskim. W ogłoszeniu zaznaczyliśmy, że szukamy noclegu na 4 doby w okresie noworocznym. Maksymalną cenę, jaką byliśmy skłonni zapłacić za pokój dwuosobowy to 100zł za dobę. Obowiązkowo w każdym ogłoszeniu trzeba pozostawić adres email. Tak też uczyniliśmy.

Efekt? W ciągu 4 dni dostaliśmy grubo ponad 200 emaili. W większości były to bezpośrednie linki do stron internetowych obiektów noclegowych, gdzie można było zapoznać się z konkretną ofertą. Zdarzały się też „skrojone” oferty w załącznikach oraz lakoniczne wypowiedzi, które bardziej zniechęcały niż przybliżały nas do podjęcia decyzji.

Przy takiej ilości ofert na skrzynce emailowej pojawia się pytanie, czy aby taka forma szukania nie jest bardziej absorbująca i czasochłonna, niż korzystanie z dostępnych wyszukiwarek i porównywarek. Otwarcie ponad 200 emaili, zapisanie załączników, klikanie w linki, czytanie ofert na poszczególnych stronach zajęło nam prawie 4 godziny. I po takim czasie wcale nie byliśmy zdecydowani, bo jak tu teraz wszystko porównać? Z kartką i długopisem w ręku to jak cofanie się w średniowiecze internetowego wyszukiwania.

Taniej się nie da?

Straciliśmy dużo czasu, a zadowalających efektów raczej nie osiągnęliśmy. Postanowiliśmy więc posunąć się w tym procederze dalej i… negocjować podane przez obiekty ceny.

Sylwester to okres dość specyficzny, w którym obiekty noclegowe na małe obłożenie narzekać raczej nie mogą, a przynajmniej jest ono większe, niż na jesieni. Dlatego też nie dawaliśmy sobie większych szans, że podane ceny mogą w bezpośrednich rozmowach ulec zmianie. Podkreślmy: ulec zmianie na naszą korzyść.

Zanim jednak zabraliśmy się do negocjacji, sprawdziliśmy, czy podane w emailach ceny są identyczne z cennikami zamieszczonymi na stronach internetowych obiektów. Ku naszemu zaskoczeniu, na 30 wyrywkowo sprawdzonych ofert, 6 było zawyżonych (w stosunku do ceny na stronie internetowej), a 3 zaproponowane ceny w emailu były niższe niż oficjalne cenniki. Wniosek nasuwa się jeden. Za pomocą takiego ogłoszenia i podanych w nim kryteriów ceny, można sporo ugrać, ale też i dać się nadziać.

Do negocjacji wybraliśmy zatem te obiekty, których ceny były identyczne z oficjalnymi cennikami. W jednym z nich zasugerowaliśmy, że cena 100 zł za pokój dwuosobowy jest ceną maksymalną, ale w tym przypadku bylibyśmy zdecydowani zapłacić 70 zł. Właściciel uśrednił te stawki i zaproponował nam kwotę 85 zł. Odmówiliśmy.

Następny obiekt absolutnie odmówił jakichkolwiek negocjacji czy rabatów i stwierdził, że cena 100 zł jest ceną ostateczną. W trzecim przypadku również zaproponowaliśmy obniżenie ceny do 70 zł. Właściciel przyjął naszą propozycję, pomimo deklaracji, że pozostały mu tylko dwa pokoje w tym okresie i mógłby je sprzedać drożej. Nie wiemy jednak, czy tłumaczenia te były tylko wymówką, czy stanem faktycznym.

Wiemy jednak, że publikacja ogłoszenia z pewnością nie oszczędza nam czasu, a hasła reklamowe „Nocleg znajdzie Cię sam” są jedynie bałamutnymi obietnicami. W praktyce oznacza to bowiem otrzymanie kilkuset ofert na skrzynkę mailową i, jeśli tylko będziemy mieli ochotę, uporanie się z kilkugodzinnym ich przeglądaniem i czytaniem. Jeśli jednak jesteśmy zdeterminowani, za pomocą takich ofert możemy ugrać niższe niż zaproponowane lub w oficjalnych cennikach kwoty.

Zgodnie z obowiązującymi zapisami prawa (licencja autorskoprawna) bez pisemnej zgody właściciela strony www.traveladvisor.pl oraz autora tekstu żadna część jak i całość utworów zawartych na stronie www.traveladvisor.pl nie może być powielana i/lub rozpowszechniania w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób, zwłaszcza dotyczy to zamieszczania ich w innym miejscu w Internecie z podaniem źródła i/lub autora.