Select your Top Menu from wp menus
Charleroi – tam, gdzie brzydota fascynuje

Charleroi – tam, gdzie brzydota fascynuje

Charleroi

Opuszczone huty stali, zapomniane fabryki, po których zostały jedynie metalowe konstrukcje, nigdy nie wykończona stacja metra. I to wszystko w mieście, gdzie panuje jedna z najwyższych stóp bezrobocia. A jednak jest coś, co przyciąga turystów do Charleroi. Miejsce, które stało się najbrzydszą atrakcją turystyczną Belgii.

Charleroi leży nad Sambrą, w zachodniej części Belgii. Sprawia wrażenie, jakby czas zatrzymał się tu jakieś trzydzieści lat temu. W samym centrum stoi wiele obiektów z epoki postindustrialnej, które w czasach świetności miasta, bardzo dobrze prosperowały i przynosiły niemałe dochody.

Jak twierdzi Michael Saki, organizator wystawy, na której zostały przedstawione zdjęcia budynków właśnie z tego okresu, Belgia była sercem życia ekonomicznego. Była krajem, z którym liczyła się większość światowych liderów gospodarczych. Tętniła życiem, a w XIX wieku osiągnęła drugi w kolejności, najwyższy produkt krajowy brutto.

Historia przemysłem pisana

Przełomowym momentem dla miasta było wybudowanie tunelu łączącego Charleroi z Brukselą, dzięki któremu wszystkie dobra uzyskane w procesie produkcji można było bez problemu transportować w dowolną część kraju. Cała produkcja zagłębia przemysłu opierała się na trzech głównych filarach: żelazie, szkle oraz węglu. Największe zyski z produkcji zostały odnotowane w latach 1901-1910. Po drugiej wojnie światowej, wielu włoskich emigrantów przybywało do Charleroi z nadzieją na lepsze jutro. I nie zawiodło się.

Jednak konkurencja ze strony innych krajów stała się tak duża, że produkcja w Belgii znacznie spadła, co przekreśliło jej szanse na przetrwanie podczas międzynarodowej gospodarczej rywalizacji. W roku 1894 została zamknięta ostatnia kopalnia węgla.

„Miejskie safari”

Obecnie Charleroi uznawane jest za jedno z najbrzydszych i najbardziej zaniedbanych miast epoki przemysłowej. Znane jest również z lotniska, które nie urzeka atrakcyjnością. Mieszkanie w Charleroi bywa przytłaczające, o czym może świadczyć chociażby bardzo wysoki stopień samobójstw. Można się pokusić nawet o stwierdzenie, że miasto to mogłoby być wszystkim, tylko nie atrakcją turystyczną.

Choć nie doszukamy się tam zbyt wielu urokliwych miejsc, znalazła się jedna osoba, która postanowiła przedstawić swoje rodzinne miasto z zupełnie innej perspektywy. Nicolas Buissart, bawiąc się w przewodnika, stworzył projekt o nazwie „miejskie safari”. Organizuje wycieczki w najmniej atrakcyjne miejsca w mieście.

Podczas wyprawy można zobaczyć „najbardziej dołującą ulicę świata”. Jak twierdzi twórca pomysłu, „dopiero tam czuje się prawdziwy klimat tego miasta, będąc w centrum pewnego rodzaju muzeum przemysłu, usytuowanego pod gołym niebem”.

Nie lada „atrakcją”jest stacja niewidzialnego metra. W 1960 roku, miasto zaplanowało stworzenie sieci torów kolejowych o długości 30 mil, która w znacznym stopniu ułatwiłaby transport. Jednak w trakcie budowy pojawiły się problemy finansowe, co skutecznie uniemożliwiło dalsze prace. W efekcie miasto pozostawiło stację wykończoną zaledwie do połowy w niemalże surowym stanie. Stąd miejsce jest znane jako metro-widmo, ponieważ nigdy na torach nie zagościł żaden pociąg.

Nie wszystkie wycieczki są jednak związane wyłącznie z przemysłem. Dla szukających szczypty adrenaliny, istnieje możliwość udania się do domu matki malarki Magritte, w którym mieszkała zanim utopiła się w kanale. Na turystów czeka też budynek, w którym seryjny morderca Marc Dutroux więził swoje ofiary. I choć większości może wydać się to absurdalne, to jak twierdzi jeden z uczestników wyprawy organizowanej przez Buissarta, to właśnie te „brzydkie rzeczy potrafią przyciągać i być tak naprawdę fascynujące”.

(Nie)dobra turystyka

Nicolas założył stronę internetową, dzięki której wiele osób dowiedziało się o jego projekcie. I choć nie brakuje chętnych, to są osoby, które nie podzielają jego entuzjazmu. Członkowie Rady Miasta twierdzą, że jest on zwykłym artystą, który chce pokazać najbrzydsze części miasta, nie mając jednak świadomości, że może to przynieść niepożądane skutki. Uważają, że Buissart działa na niekorzyść miasta, pokazując Charleroi od gorszej strony.

Jednocześnie radni bronią się przed zarzutami, jakoby chcieli w jakikolwiek sposób zatuszować historię związaną z przemysłem. W przeciwnym wypadku nigdy nie powstałoby muzeum, upamiętniające takie wydarzenia jak chociażby górnicza katastrofa w 1956 roku, w którym zginęły 262 osoby.

Jak twierdzi Antoine Tanzilli, radny odpowiedzialny za promocję miasta, życie kulturalne jest bardzo bogate. I choć może nie jest to typowo turystyczne miasto, to są już plany, które z pewnością dodadzą trochę świeżości w centrum. Jedyne, czego brakuje w Charleroi, to duma i wspólne działanie na korzyść miasta, a akcje typu „miejskie safari” są w tym przypadku zbędne.

Wśród samych mieszkańców jest wielu przeciwników, którzy pytają ironicznie, co jeszcze się wydarzy. Czy tym razem artysta Buissart przedstawi mieszkańców miasta w ich tradycyjnym stroju, jakim będą trampki i dres?

Liczne głosy sprzeciwu nie robią na Nicolasie większego wrażenia. Jak sam twierdzi, miał nadzieję, że władze miasta potraktują to ze swoistego rodzaju poczuciem humoru i dystansem. Jak się okazało wyraźnie im tego brakuje. Radni zarzekają się, że nigdy nie wybiorą się na wyprawę z Buissartem. Ten z kolei zamierza w dalszym ciągu oprowadzać gości, którzy z zainteresowaniem zwiedzają jego rodzinne miasto, ubrani w koszulki, na których widnieje napis „I love Charleroi”.

About The Author

Related posts

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar

wpDiscuz