Włoskim, francuskim i austriackim stokom rośnie poważna konkurencja. Na miłośników śnieżnych szaleństw czekają rozwijające się miejscowości Afryki, udowadniając, że z Czarnym Kontynentem mogą kojarzyć się nie tylko plaże, tubylcze wioski w środku buszu oraz sceneria rodem z „Króla Lwa”, ale także ośnieżone stoki, narty i gogle. Do Afryki na narty? To nie żarty!

Z atlasem w Atlas

Jednym z najpoważniejszych graczy na narciarskim rynku Afryki jest Maroko, które posiada najdłuższą, bo ponad pięćdziesięcioletnią tradycję sportów zimowych. W górach Atlas, które są najwyższym pasem północnej części kontynentu zlokalizowane są prawdziwe narciarskie kurorty. Co prawda do luksusów Aspen im daleko, za to Amerykanie mogą im pozazdrościć oryginalności i egzotyki.

Jednym z pierwszych miasteczek na górskim szlaku jest Ifrane, nazywane najmniej marokańską wioską Maroka. Powód jej odmienności jest prosty. Kolonizujący kraj Francuzi chcieli przenieść do Afryki choć cząstkę swojej ojczyzny. Krajobrazy nizinne nawet przy dużych dotacjach i sporej dawce wyobraźni nie byłyby w stanie stać się kopią Francji, za to góry nadawały się do tej roli idealnie. Kolonizatorzy wybudowali tutaj domy w rodzimym stylu – wprawne oko eksperta rozróżni tu wpływy bretońskie i alzackie.

Jednak to dopiero początek przygody. Jadąc wyżej w kierunku Dżabal Toubkal dotrzeć można do Mischliffen – drugiej co do wielkości marokańskiej stacji. Infrastruktura w postaci dwóch wyciągów pamięta jeszcze narciarskie wyczyny kolonizatorów, zaś różnice wysokości sięgają zaledwie dwustu metrów, więc o szaleństwach mowy nie ma.

Największą stacją Maroka i najbardziej oryginalną na świecie (w plebiscycie wygrała m.in. ze stokami Pakistanu i Iranu) jest Oukmaiden. Położony na wysokości ok. 2500 m.n.p.m. kurort dysponuje 20 km tras, z których najdłuższa liczy nieco ponad 3 km. Działające tu wyciągi przypominają infrastrukturę polskich ośrodków z początku lat 90. Na dodatek nie docierają na sam szczyt. Aby się tam dostać należy porzucić krzesełka na rzecz… osiołków. Ten niezwykły środek transportu to nie tylko turystyczna atrakcja, ale przede wszystkim źródło utrzymania dla miejscowych Berberów, których skromne domostwa (kojarzące się z lepiankami) stoją tuż za nowoczesnymi posiadłościami marokańskich bogaczy.

Dzisiaj narty w Maroku to przede wszystkim ciekawostka, jednak za parę lat może być to jedna z najciekawszych zimowych destynacji. Władze kraju wraz z paroma lokalnymi biznesmenami chcą bowiem przeznaczyć na rozwój Oukmaiden parę milionów dirhamów. My polecamy wyprawę na Dżabal Toubkal jeszcze zanim powstaną tam pięciogwiazdkowe hotele, a osiołki wyparte zostaną przez ogromne wyciągi.

Afryka dzika

Najnowszym i bardzo obiecującym miejscem przeznaczonym dla miłośników białego szaleństwa jest kompleks Afri-Ski w Lesotho.

To położone w południowej Afryce, pozbawione dostępu do morza państwo, pozazdrościło swoim sąsiadom wpływów z turystyki. Władze Lesotho latami głowiły się jak sprawić, by przyciągnąć na swój teren nie tylko gotowych na wszystko autostopowiczów, ale także międzynarodowe towarzystwo z nieco bardziej zasobnym portfelem. W tym celu postanowiono wykorzystać góry – naturalne bogactwo kraju. W paśmie Mulati, na wysokości 3222 m.n.p.m. w 2005 r. powstał niewielki narciarski kompleks, który z roku na rok jest systematycznie powiększany i wzbogacany o kolejne atrakcje.

narty w afryce
Lesotho – Afri Ski

Trasy w Lesotho nie należą do trudnych i szczególnie wymagających, jednak wszyscy goście (a ich liczba rośnie co sezon o 100%) zgodnie zwracają uwagę na dobre przygotowanie stoków oraz świetne perspektywy rysujące się przed tym miejscem.

Nartami po piasku

Afryka daje możliwość czerpania radości z nart nawet tym, którzy niekoniecznie lubią zimę i śnieg. W Namibii, wśród piasków pustyni, w temperaturze 35 stopni Celsjusza można pozjeżdżać na nartach z liczących paręset metrów wysokości wydm.

Narciarstwo pustynne nie należy do łatwych sportów, głównie z racji braku wyciągów i przymusu samodzielnej wspinaczki na piaszczyste szczyty. Niedogodności rekompensują jednak niesamowite widoki oraz adrenalina wydzielająca się podczas zjazdów ze stromo nachylonych wydm.

W pobliżu najpopularniejszych „stoków” wyrosły wypożyczalnie sprzętu oraz infrastruktura hotelowa. Sezon trwa tutaj 350 dni w roku, zaś pustynne narciarstwo przyciąga tu coraz więcej turystów chcących nie tylko spróbować czegoś zupełnie innego, ale i coraz częściej- potrenować przed europejskim sezonem.

Zapewne afrykańskie stoki nigdy nie będą tak popularne i świetnie utrzymane jak ich europejskie odpowiedniki. Warto jednak doceniać inwencję mieszkańców innych części świata i mając już dość Misia na Krupówkach czy lansu we Włoszech, wsiąść w samolot i zobaczyć inną, egzotyczną wersję narciarstwa. I to zanim zjadą się tam tysiące turystów z całego świata zadeptując nieco prowincjonalną atmosferę każdego ze wspomnianych kurortów.