Select your Top Menu from wp menus
Wakacje w opuszczonym mieście

Wakacje w opuszczonym mieście

WISTOM - Zakłady Włókien Chemicznych w Tomaszowie Mazowieckim.
WISTOM - Zakłady Włókien Chemicznych w Tomaszowie Mazowieckim. Jedno z najpopularniejszych miejsc odwiedzanych przez exploratorów w Polsce. foto: El Desing/Wikimedia Polska (under GNU License)

Obiektami zainteresowania tych „podróżników”, jest to, co zwykle nie interesuje przeciętnych zwiedzających. Opuszczone miejsca i budynki, niejednokrotnie splądrowane przez miejscowych złomiarzy, to dla nich kwintesencja miejskiego piękna.

Urban exploration jest niestandardowym sposobem uprawiania turystyki. Jego entuzjaści niejednokrotnie bardziej doceniają gruz i pył, niż lazur oceanu i zieleń palm. W ramach tego hobby wycieczka do Czarnobyla jest zdecydowanie cenniejszym doświadczeniem, niż wakacje na piaszczystej plaży.

Tragiczna historia miasta widmo

Prypeć to miasto w obwodzie kijowskim, założone 4 lutego 1970 r. jako osiedle dla pracowników położonej w sąsiedztwie elektrowni jądrowej Czernobylskaja. Nie wyróżniająca się niczym szczególnym miejscowość, dnia 28 kwietnia (czyli tuż przed obchodami Święta Pracy) stała się smutną, mroczną świątynią wydarzenia historycznego, które ówcześnie wstrząsnęło światem. Tuż po katastrofie w Czarnobylu w ciągu jednego dnia aż 50 tysięcy mieszkańców Prypeci musiało opuścić swoje domy. Wyludnione osiedla i budynki, place zabaw i restauracje, basen, kino i szpital – to wszystko stoi tam do dziś. Przeraża, jednocześnie fascynując.

W Czarnobylu z kolei, niegdyś zamieszkanym przez 15 tysięcy ludzi, obecnie przebywają głównie naukowcy. Ich limitowany czas zakwaterowania w mieście wynosi dwa tygodnie. Po jego upływie opuszczają teren na miesiąc, by ich miejsce zajęli kolejni badacze. Po katastrofie wokół elektrowni utworzono kilka częściowo zamkniętych stref. Obowiązuje tam surowy zakaz przebywania. Pomimo tego w okolicznych wsiach nadal mieszkają ludzie. Utrzymują się z rolnictwa. Mówi się, że promieniowanie w Czarnobylu ma taką moc, jak w centrum zanieczyszczonej Warszawy.

Fotografia ekstremalna

Robert na co dzień pracuje w agencji reklamowej w Dąbrowie Górniczej. Jest grafikiem. Jego pasją natomiast, uprawianą po godzinach, jest fotografia. Robert uwielbia robić zdjęcia. Początkowo uwieczniał na nich wszystko, co znalazło się przed obiektywem. Momentem przełomowym okazała się wizyta w położnych nieopodal miejsca zamieszkania opuszczonych zakładach chemicznych. To wtedy Robert złapał industrialnego bakcyla. Od tamtej pory „miejscówki” nieuczęszczane stały się głównymi celami jego fotograficznych eskapad. W jego portfolio można obejrzeć galerie zdjęć zrobionych w porzuconych cementowniach, szpitalach, koszarach i hutach. Interesująco przedstawiają się zdjęcia nieukończonego zamku w Łapicach, pałacu na wodzie rodziny Shaffgotsch, byłego urzędu miasta czy opuszczonego kurortu wypoczynkowego w Kozubniku.

Imponującą kolekcję fotografii możemy obejrzeć również na stronie opuszczone.com, prowadzonej przez dwóch zapaleńców postindustrialnych klimatów, podpisujących się ksywami: Chris i HumanTree. Znajdziemy tutaj nie tylko fotograficzny zapis opuszczonych zakładów i kopalń, ale i lotnisk, schronów, bunkrów, zakładów psychiatrycznych, basenów czy fabryk amunicji w całej Polsce. Witryna wzbogacona jest dodatkowo uwiecznionymi w kadrach „klimatycznymi” miejscami w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji a nawet Bośni i Hercegowinie oraz Kambodży. W jednym i drugim przypadku zdjęciom towarzyszy krótki opis emocjonalny. Same fotografie są natomiast utrzymane w ponurej kolorystyce, sprawiają wrażenie nawiedzonych pomników przeszłości.

Z szacunku do ruin

Miejscy eksploratorzy niechętnie odpowiadają mailującym do nich internautom, którzy zadają pytania o dokładne położenie przedstawionych w galeriach miejsc. „Tajemnica zawodowa” służy jak najdłuższej żywotności tych tajemniczych okolic. Uprawiający „urban exploration” ludzie traktują z szacunkiem obiekty swojego zainteresowania. Widzą w nich piękno niejednokrotnie większe niż w tłumnie odwiedzanych przez turystów zabytkach. Największym osiągnięciem w dziedzinie przez nich uprawianej jest wyprawa na Ukrainę – do Czarnobyla.

Plaża, morze czy podróż do „strefy”?

– Myśl kołatała się w głowie już kilka lat wcześniej, ale nie było sposobności. Aż pewnego dnia znajomy podrzucił mi linka do ogłoszenia o wyjeździe. Było pięć wolnych miejsc na czterodniową wyprawę. Decyzja zapadła, zanim przeczytałem do końca wspomniany post – opowiada Robert.

Wypowiedź uzupełnia anegdotą: – Najlepsze z tego wszystkiego jest to, że chyba dzień, czy dwa, po tym jak zdecydowałem, że jadę (nikomu wcześniej o tym nie mówiąc), rozmawialiśmy z żoną na temat naszych marzeń, planów itp. Padło wtedy hasło z jej strony: – „A jedź sobie do tego Czarnobyla, jak chcesz!”. Zareagowałem szybko: „a może być w maju?”

Wielbiciele opuszczonych „miejscówek” często spotykają się ze zdziwionymi minami swoich znajomych i rodziny.  „Naprawdę nie ma lepszych miejsc na wycieczkę?” – padają pytania. Robert odpowiada: -Czy nie fajniej pokazywać coś, czego ludzie nie mają okazji widzieć (ani czasem o tym wiedzieć), niż na kolejnym serwisie społecznościowym wrzucać ku uciesze gawiedzi kolejne fotki z greckich plaż?

Zwykle na plażę jeździ z żoną. Nieobce mu są więc „pospolite” rozrywki. Zdjęć w kąpielówkach nie zamieszcza jednak na swojej stronie.

Śpiąc z nietoperzami

Kąpielówkami nie chwalą się również członkowie „Samodzielnej Grupy Rozpoznawczej Wataha”. W statucie swojego zrzeszenia, jako cel jego istnienia ogłaszają: „promowanie aktywnego wypoczynku i poszerzanie wiedzy z zakresu terenoznawstwa, kulturoznawstwa, historioznawstwa, itp.”. „Spotkania grupy odbywają się w duchu koleżeństwa, i wzajemnego szacunku.” – piszą o sobie. Jako że zrzeszają kilka osób rozproszonych po całej Polsce, spotkania w tym gronie odbywają się zaledwie parę razy do roku. Ich wyprawy mają jednak charakter dość niekonwencjonalny.

Jednym z osiągnięć podróżniczych Watahy jest wizyta w niedostępnej dla turystów części Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. To system bunkrów, ciągnących się pod ziemią aż przez trzydzieści kilometrów, stworzony przez Niemców w latach 1934 – 1944. Obecnie to także rezerwat dwunastu gatunków nietoperzy. Mieszka tu około trzydzieści tysięcy małych „batmanów”. Podróżując przez ogromne, całkowicie ciemne korytarze pod ziemią, mijając tory i dworce budowane przez niemieckich oprawców, uważając na śpiące cichutko gromady nietoperzy na ścianach, ma się wrażenie wycieczki po całkowicie innym świecie.

– Kiedy zgasiłam latarkę i wyciągnęłam rękę, nie mogłam dostrzegać nawet swojego ramienia. Było aż tak ciemno – mówi jedna z uczestniczek wyprawy. Grupa spędziła w sieci bunkrów cały dzień i jedną noc, robiąc sobie bazę wypadową w jednej z komnat opatrzonej napisem „Rauchen Verboten!”. Tutaj zostawiali swoje rzeczy, rozkładali śpiwory, przyrządzali jedzenie na przenośnych butlach gazowych – miejsce oświetlali wkładami do zniczy. Ktoś zawsze czuwał na warcie.

Pages: 1 2

About The Author

Related posts

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *