Select your Top Menu from wp menus
Budapeszt niebanalnie. Tego nie zobaczysz z przewodnikiem

Budapeszt niebanalnie. Tego nie zobaczysz z przewodnikiem

Budapeszt potrafi zachwycać. Problem w tym, że przewodniki (i przewodnicy) po mieście próbują nas zauroczyć w kółko tym samym. Pewnie, że Wzgórze Zamkowe i Górę Gellerta obejrzeć trzeba. Albo przynajmniej „warto zaliczyć”. Ale tutaj ani o jednym, ani o drugim nie znajdziecie ani słowa. Znam takich, co wiele razy byli w Budapeszcie i te wszystkie obowiązkowe punkty programu pozaliczali, czasem i nie raz. I trochę nie wiedzą, co dalej. A szkoda, bo to miasto ma dużo więcej do pokazania. Oto więc garść praktycznych porad, gdzie szukać niebanalnych perełek węgierskiej stolicy.

Turecka historia

Buda znajdowała się w rękach Turków przez niemal 150 lat, aż do 1686 roku. W tym okresie stały tam 43 meczety i 24 dżami. Dzisiaj, chodząc po Budapeszcie, trudno to sobie wyobrazić. Nie, żeby nie zachowały się żadne ślady tureckiego panowania. Jest ich sporo, ale poza tureckimi łaźniami (o których za chwilę), są mało widoczne. Moim ulubionym śladem po Ottomanach jest grobowiec Gül Baba, tureckiego derwisza. Ale właściwie to nie o sam grobowiec mi chodzi, ile o otaczający go ogród. Gül Baba znaczy po turecku Ojciec Róż i to za jego sprawą cała dzielnica nazywa się teraz Wzgórzem Róż. Najłatwiej jest dotrzeć do grobowca pieszo, dojeżdżając najpierw do przystanku Margit híd tramwajem linii 4,6 i kierując się potem na Gül Baba utca. Tą stromą uroczą uliczką trzeba się wspiąć po kocich łbach w górę. Warto, chociażby dla samego widoku. A szczególnie warto załapać się tu na zachód słońca, który można podziwiać, popijając wino na tarasie Gül Baba cafe, tuż obok grobowca.

Budapeszt - atrakcje

Łaźnie

Wspominając o Turkach nie sposób nie wspomnieć o łaźniach, najpraktyczniejszej z potureckich pozostałości. W spacerowej odległości od Gül Baba leżą zabytkowe kryte łaźnie Király (Fő utca 84)  i Rudas (Döbrentei tér 9). Uwaga – panie, przed udaniem się do którejś z nich, niech się lepiej wcześniej upewnią, czy akurat tego dnia kobiety mogą dostąpić tam zaszczytu kąpieli. A mogą go dostąpić zaledwie od kilku lat. Király jest nieco bardziej zaciszna, ażurowa kopuła, przez którą wpada światło stwarza niesamowity nastrój. Do Rudas natomiast warto wybrać się na jedną z imprez z cyklu Cinetrip, wtedy leżąc w wodzie możemy posłuchać węgierskich dj-ów i podziwiać świetlne show. Jeżeli nie ma akurat Cinetrip, to na nocną kąpiel i tak można się tam wybrać w noc z piątku na sobotę, lub z soboty na niedzielę.

Warto przeczytać: Jak tanio i dobrze zjeść w Budapeszcie?

Retro-gastro

Po łaźni, albo Ogrodzie Róż można skoczyć na kawę do Bambi Presszó (Frankel Leó u. 2-4). Ta założona w 1960 roku kawiarnia leży prawie na przeciwko pomnika Józefa Bema. Cały jej urok tkwi w tym, że praktycznie nic się tu nie zmieniło od tych 50 lat. Takie same lady, krzesełka, ceraty, ba, niektóre kelnerki też sprawiają wrażenie, jakby pracowały tu od otwarcia. No i pyszna kawa z potężną ilością pianki mlecznej w uroczych filiżankach w kropki. Czasem bywa tu głośno, kiedy stali bywalcy grają akurat w tryktraka. Na obiad to nie najlepsze miejsce (bo dań obiadowych tu po prostu nie uświadczymy), ale można tu zacząć dzień od jajecznicy na śniadanie z podróżą w czasie gratis.

A skoro już jesteśmy przy ulicy Frankel Leó, to warto przejść się nią w kierunku Margit korut, zaglądając do małych galerii i sklepików, których nie brakuje na tym odcinku.

Gdyby ktoś poważniej zgłodniał po tych wszystkich atrakcjach, to powinien wsiąść w tramwaj linii 4,6 i dojechać nim do końca, czyli do przystanku Szell Kalman ter (jeszcze niedawno Moszkva ter) i udać się na Margit korut 101, do Trombita Söröző. Warto tam spróbować jednej z najlepszych w całym mieście zupy gulaszowej. A żeby napić się piwa, lub szprycera w tramwaj wsiadać nie trzeba, wystarczy podejść do jedynej w Budzie romkocsmy (czyli knajpy urządzonej w opuszczonym budynku), czyli do Szezon na Tölgyfa utca 22. Miejsce w sam raz, żeby odpocząć po budańskiej wycieczce. A więcej o romkocsmach w drugiej części mojego alternatywnego przewodnika, poświęconej peszteńskiej stronie miasta.

Na następnej stronie: Jeden dzień w Peszcie, czyli o sztuce, życiu i sztuce życia

Pages: 1 2

About The Author

Related posts

2 Comments

  1. Marek-Józef

    Fajny tekścik. Lubię zwiedzać takie dziwne miejsce, lubię popatrzeć jak żyją „normalni” ludzie, lubię smacznie (czasami nie zdrowo) pojeść to co jedzą na codzień tubylcy. I wreszcie znalazłem takie informacje o bliskim (i mało jeszcze znanym) Budapeszcie.
    Aż wstyd mi teraz, że jeszcze w tym roku tam nie byłem!

    Reply

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *