Select your Top Menu from wp menus
Morska klątwa św. Graala

Morska klątwa św. Graala

jacht podczas Sydney Hobart
jacht Titania of Cowes podczas S-H w 2010 r. | foto: Daniel Forster | materiały prasowe Rolex

Szum fal, wiatr i nadmorska bryza to dla wielu nie tylko przepis na udany urlop, ale przede wszystkim główne składniki stylu życia. Niezbyt znane w naszym kraju i wymagające sporych środków finansowych żeglarstwo ostatnimi laty zyskuje na popularności wśród turystów z całego świata. Największe regaty potrafią ściągnąć dziesiątki tysięcy podróżników, wśród których, oprócz pasjonatów żeglarstwa, wielu jest laików zafascynowanych niezwykłym widowiskiem oraz atmosferą towarzyszącą temu sportowi.

Na końcu świata

Jednymi z najsławniejszych wyścigów są odbywające się co roku w drugie święto Bożego Narodzenia Regaty Sydney-Hobard. Choć wydawać by się mogło, że ze względu na położenie Australii z dala od niemal wszystkich kontynentów wyścigi powinny być wyłącznie lokalną atrakcją, tak co roku powiększająca się liczba widzów świadczy o fenomenie niezwykłej popularności widowiska.

S-H uchodzą za najtrudniejsze i najbardziej wymagające regaty świata. Widowiskowe sztormy, silne wiatry, lokalizacja akwenu uniemożliwiająca nawigację stanowią o atrakcyjności wyścigu. Ciekawość budzą również gigantyczne łodzie, które wcześniej można oglądać w porcie, niejednokrotnie mając możliwość porozmawiania z samymi uczestnikami regat.

Kolejnym z czynników wyróżniających S-H na tle innych żeglarskich pojedynków jest również niezwykła, heroiczna wręcz postawa załóg, dla których udział w regatach oprócz walki o wieczną chwałę, wielokrotnie przeradzał się w walkę o życie na skutek zmieniających się warunków pogodowych.

Regaty odbywają się od 1945 r. i choć nie są najstarsze, to szacunek budzi ich ciągłość oraz niezmienne zainteresowanie wśród turystów i mediów. Początkowo, trasa prowadząca z australijskiego Sydney do tasmańskiego Hobard zabierała żeglarzom nieco ponad 6 dni. Obecnie dzięki postępowi technologicznemu wyścig trwa około 43. godzin.

Na starcie oraz mecie co roku gromadzą się tłumy spragnionych adrenaliny widzów. Jednym z najbardziej ekscytujących momentów wyścigu jest sam początek, kiedy to niezwykle skupieni i zmotywowani żeglarze (oraz żeglarki, gdyż formuła regat pozwala na starty kobiet) wchodzą na pokład łodzi i rozpoczynają walkę. S-H to jedne z najbardziej elitarnych regat świata. Ich zwycięzcy na zawsze zapisują się na kartach historii żeglarstwa, stawiani są za wzór młodym adeptom tegoż sportu oraz budzą szacunek w całym środowisku.

Tryumf w regatach dla wszystkich zawodowych żeglarzy jest największym życiowym sukcesem. Niestety, chęć wygranej i wizja wiecznej sławny wielokrotnie wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem będąc powodem prawdziwych dramatów. Trudne warunki na trasie połączone z chorobliwą wręcz wolą zwycięstwa zebrały w historii wyścigów śmiertelne żniwo. Wzrastająca liczba ofiar spowodowała parę lat temu decyzję władz o modyfikacji regulaminu, tak by S-H stał się bezpieczniejszy nie tracąc zarazem na swej widowiskowości.

Dzięki tym zabiegom, do wypadków (zwłaszcza tych śmiertelnych) dochodzi bardzo rzadko, jednak regaty nadal pokazują jak bardzo zdeterminowani i głodni zwycięstw potrafią być żeglarze. Publiczność zgromadzona na mecie wyznaczonej w Hobard jest świadkiem nie tylko wielkiej, histerycznej radości wygranych, ale również dramatów wycieńczonych do granic możliwości sportowców, którzy po zejściu z pokładu muszą zostać zabrani przez karetkę do szpitala.

Regaty Sydney-Hobard przyciągają i będą przyciągać turystów, ponieważ łączą w sobie wszystkie cechy, które decydują o powodzeniu tego typu przedsięwzięć. Tradycja miesza się tu z walką, znakomita reklama medialna z prawdziwymi emocjami, a wielkie łodzie mierzą się z siłą oceanu. Jeśli chcemy więc jechać do Australii, warto wziąć pod uwagę termin wspaniałego morskiego pojedynku i rozkoszować się niezwykłą walką człowieka z mocą natury.

Klątwa Świętego Graala

Innymi regatami, które urosły w środowisku żeglarskim niemal do świętości jest Puchar Ameryki. Pierwsza edycja wyścigu miała miejsce już w 1851 r. Dd tego czasu zmieniły się nie tylko łodzie biorące udział w zawodach, ale przede wszystkim ich formuła. Mimo swej nazwy, regaty niekoniecznie muszą odbywać się na terenie Ameryki, co więcej udział w nich mogą brać jachtkluby z całego świata.

Choć zasady wyścigu na pierwszy rzut oka mogą wydawać się zawiłe i niezrozumiałe, to jednak prowadzą one do bardzo klarownego efektu końcowego, który pozwala na świadome oglądanie widowiska nawet osobom niezwiązanym z żeglarstwem.

Zacznijmy jednak od początku. Załoga wygrywająca regaty staje się tym samym obrońcą tytułu (z ang. defender). Dowolny jachtklub dysponujący odpowiednimi środkami może rzucić jej wyzwanie i spróbować odebrać trofeum, jakim jest tzw. Święty Graal (czyli Srebrny Dzbanek). Jeśli drużyn chcących walczyć z defenderem jest więcej, wtedy na kilka miesięcy przez wyznaczoną datą Pucharu Ameryki odbywa się Louis Vuitton Cup, którego zadaniem jest wyłonienie najlepszej załogi. Team, który wygra LVC staje w szranki z obrońcą podczas America’s Cup w konkurencji match-racing, czyli „jeden na jeden”. Tutaj zasada jest prosta: wygrywa ten, który pierwszy zwycięży dwa wyścigi lub w przypadku wyrównanej konkurencji ten, który pierwszy osiągnie liczbę pięciu tryumfów.

Dzięki przepisom pozwalającym na organizowanie Pucharu Ameryki w dowolnym miejscu na świecie wyznaczonym przez obrońcę, hiszpańska Walencja już dwukrotnie gościła w swym porcie załogi niezwykłego wyścigu. W pobliżu portów powstały miasteczka, w których od rana do nocy trwała żeglarska zabawa.

Warto jednak pamiętać, że America’s Cup to nie tylko sportowe święto, lecz zwłaszcza ostatnimi laty, pole jednej z największych bitew dwóch wizjonerów żeglarstwa: Ernesto Bertarelliego (właściciela syndykatu Alinghi) oraz Larry`ego Elissona (BMW Oracle Racing). Właściciele dwóch największych syndykatów od dziesięcioleci pogrążeni są w walce o zwycięstwo, ich manię w środowisku żeglarskim nazywa się „klątwą Św. Graala”.

W historii regat było już wielu żeglarzy owładniętych chorobliwą chęcią posiadania Srebrnego Dzbana, jednak żaden z nich tak uparcie i maniakalnie nie poddawał się spirali walki i nienawiści, jak wspomniani panowie. Do niedawna konkurencja między Bertarellim i Elissonem była motorem i czynnikiem determinującym popularność Pucharu. Niestety, ostatnimi laty panowie częściej konkurują ze sobą w sądzie niż na wodzie, doprowadzając do blokady regat oraz zahamowania ich rozwoju. Brak chęci porozumienia poskutkował przeprowadzeniem w ubiegłym roku kuriozalnych pseudoregat (33. Edycja) przypominających walkę Dawida z Goliatem (panowie nie dogadali się co do wielkości i typu łodzi, przez co drużyna każdego z nich płynęła na czymś innym. Wygrał dużo większy i w całości skomputeryzowany BMW), nie zaś żeglarskie święto.

Na szczęście tuż po zakończeniu wyścigu, nazywanego przez komentatorów żenującym spektaklem, ustalono nowe, jasne reguły i zaplanowano kolejną edycję regat na 2013 r. Według doniesień Elisson, jako właściciel zwycięskiej drużyny (defendera) zdecyduje się na włoskie wybrzeże, jako miejsce rozegrania wyścigów. Włochy są jednym z ulubionych celów polskich turystów- być może wielu z nich zechce, oprócz sztandarowych atrakcji zobaczyć również zapierające dech w piersiach regaty olbrzymich katamaranów. Warto!

Pages: 1 2

About The Author

Related posts

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *